Młotki do cho kin.


Dłutka zrobiłem ale trzeba je czymś pobijać. Nie widziałem potrzeby ale też nie miałem możliwości wykonania takich, jakich używają japońscy artyści. Zrobiłem więc podobne. Metodyka przewiduje niezahartowane obuchy. Moje są rozhartowane. Wielość rozmiarów czyli wag daje elastyczność działania zgodnie z potrzebą chwili.

Można bez wielkich wydatków? Można. Młotki ślusarskie po zdjęciu z trzonków przyciąłem, przeszlifowałem i rozhartowałem. Obuchy oprawiłem na tych samych trzonkach. Zmieniłem tylko kształt tych trzonków, usunąłem lakier, zaimpregnowałem miksturą z wosku pszczelego, pokostu lnianego i terpentyny balsamicznej. Końcówki trzonków ukształtowałem ergonomicznie. Podpatrzyłem to u Japończyków.

Młotki działają zgodnie z założeniami czyli bardzo dobrze.

Można używać europejskich młotków cyzelerskich w różnych rozmiarach. Widziałem to na stronie jednego z polskich twórców mieczy katana i opraw do nich. Jednak miałem ochotę się wyżyć i zrobić coś nowego. Obsesja? Może.

P1060381

P1060387

P1060386

Informacje o Jacek Doliński >Angus

Po prostu uwielbiam repusowanie i zimne kucie i znajduję wiele przyjemności w dzieleniu się wiedzą ze wszystkimi. I just love to do repousse & chasing and metalsmithing. I'ts my pleasure to share knowlegde with everyone.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

3 odpowiedzi na „Młotki do cho kin.

  1. Jacek pisze:

    Jednak pasja wzięła górę. Jak się za coś zabierać to wszystkie aspekty należy zgrać do perfekcji. Aby robota dała pełną satysfakcję technika i narzędzia nie mogą wiele odbiegać od oryginały. Świetne te mikro młoteczki, choć osobiście jestem zwolennikiem dwukilogramowego. Pozdrawiam.

    • Moje młoteczki nie są bardzo dalekie od oryginalnych japońskich. Mają tylko trochę inny kształt obuchów. Ale parametry użytkowe są takie same.
      Dwukilowy, mówisz? Kurczę, kiedyś ciągnęło mnie do gorącego kucia. Puki co zadowalam się kuciem na zimno. Widoków na własną kuźnię raczej nie mam. Gdybym miał swój dom, na pewno jakaś fajna pracownia by powstała. Choćby i w jakiejś szopce czy budzie. Byleby była. Na razie przenoszę się z klepaniem większych rzeczy do piwnicy a w domu w dużym pokoju robię małe rzeczy.
      Podobno kowali jest w Polsce dość mało, dwudziestu kilku? Wiesz coś na ten temat?

  2. Jacek pisze:

    Rzeczywiście w naszym kraju jest kilkudziesięciu kowali, ale za to zakładów co to się zwą kowalstwo artystyczne, jest kilkaset. Oczywiście uprawiają oni nazwijmy to kowalstwo nie używając ognia w kuźni, a wyroby składają z gotowców…..Szkoda, że wcześniej nie wiedziałem o twoich dodatkowych zapatrywaniach na zawód kowala, ponieważ oddałem całkiem niedawno wiele podstawowych narzędzi, łącznie ze stukilogramowym kowadełkiem. Również nie posiadam własnego pomieszczenia i muszę je wynajmować, ale do takiego manewru potrzebni są klienci, którzy zapłacą za robotę i wynajęte pomieszczenie będzie można opłacić. Jak byś zorganizował sobie jakiś palnik, który da odpowiedzią temperaturę to i z klepaniem na gorąc poszłoby całkiem gładko. Osobiście palenisko wystawiłem na zewnątrz dawno temu i używam palnika propan-tlen, dzięki któremu jestem w stanie znacznie precyzyjniej zagrzać i obrabiać detale. Duża kotlina służy mi odświętnie do zagrzewania długich elementów. Zestaw, o którym mówię okazyjnie na allegro możesz kupić za kilka stówek, ale trzeba trafić na okazję. Za kowadło może ci robić zwykły kawałek szyny lub krążek ze sztangi ale stalowy, bo jak trafisz na żeliwo to się w pył rozleci.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s